1. Osobisty Jezus

Johnny Cash – Personal Jesus

Personal Jesus to utwór z repertuaru Johnnego Casha – piosenkarza country, bluesa, rock and rolla, gospel… Gatunki można by wymieniać i wymieniać. I choć Cash inspirację czerpał głównie z lokalnego, amerykańskiego podwórka, jednak w przypadku tej kompozycji pozwolił sobie na mały zaoceaniczny rabunek.

Pierwotna wersja piosenki powstała w 1989 roku, wcale nie jako utwór Johnnego Casha : stworzyli ją bowiem Depesze czyli Brytyjczycy z Depeche Mode. Ponoć Cash „pożyczył” sobie tę piosenkę nie do końca przejmując się prawami autorskimi czy pytaniem kogokolwiek o zgodę – autorzy natomiast doszli do wniosku, że jeśli ktoś takiej klasy jak Johnny Cash korzysta z ich twórczości, potraktują to jako zaszczyt a nie jako kradzież.

Wersja Martina Gore’a, jednego z założycieli Depeszów oraz ich głównego tekściarza, inspirowana była życiem Elvisa Presleya. Cash natomiast potraktował tekst dużo bardziej dosłownie, odnosząc go bezpośrednio do Jezusa.

Któż nie chciałby Boga, o którym śpiewa Cash ? „Twój osobisty Jezus, ktoś kto słyszy Twoje modlitwy, ktoś kto jest [przy Tobie]” Trudno się oprzeć się wrażeniu, że Cash (oczywiście za wspomnianym Martinem Gorem) mówi o Kimś, kogo każdy z nas w głębi serca pragnie, o Kimś, kto zna nas lepiej nawet niż my sami, a mimo tego nas chce: „Stań na drugim miejscu, sprawdź Mnie : rzeczy, które ci ciążą, które musisz wyznać, wiesz, że przebaczam”.

Inna interpretacja utworu zastępuje Jezusa osobą, która jest „jak Jezus”. Czy mówimy jednak o Nim bezpośrednio czy o Jego odbiciu w kimś innym, tekst ten (przynajmniej we mnie) wzbudza pragnienie Boga.

I można mówić o uzależnieniach i zdradach Casha, o jego życiu rock-and-rollowca, tylko po co? Czytając jego pogmatwany życiorys można odnieść wrażenie, że on gdzieś wciąż uparcie szukał Boga. Czy my wszyscy tak jak on nie jesteśmy tylko słabymi ludźmi, którzy pragnąc znaleźć Miłość Ojca nieraz stosujemy Jej niewiele warte zamienniki? Niech na naszych poskręcanych drogach towarzyszy nam nasz osobisty Jezus.

Reply