To boli. Jak bardzo boli.
Oczyszczenie z siebie samego boli. O tym przypomina mi Luxtorpeda w utworze „Imago” (określenie oznaczające dorosłego owada, który już nie przechodzi żadnych przeobrażeń).
Bóg stworzył nas na Swoje podobieństwo, ale wciąż wiele nas od Niego odróżnia – jesteśmy do Niego podobni, ale nie identyczni.
Tu i teraz nie jestem jeszcze w ostatnim stadium mojego rozwoju.
Potrzebuję zmieniać się, a raczej dać się zmieniać Jemu, bo sam jestem na tyle słaby, że samonawrócenie jest tylko złudzeniem i ślepą uliczką.
Daję Mu zmieniać siebie, choć nieraz niechętnie. Są miejsca we mnie, w które wolałbym by nie wchodził, bo zburzy jakiś mój porządek, spokój, moje poglądy. Ale jeśli Go nie wpuszczę, nie nauczę się Miłości.
I czasem to wpuszczanie boli.
Chciałbym, by usunął źródła lęku – On zamiast tego uczy mnie męstwa w obliczu problemów. Chciałbym, by zniszczył moje słabości – On zamiast tego wskazuje, że są częścią mnie, i bym z pokorą to przyjął. To boli. Ale i zmienia. I mam nadzieję, że kiedyś przyniesie owoc. Bo w końcu nie byle Kto mnie pielęgnuje.
Bo „jeszcze się nie ujawniło czym będziemy”, ale mamy nadzieję, że „będziemy do Niego podobni”.

Reply