Sztywny Pal Azji – Wieża radości, wieża samotności
Wieża. Miejsce pewne, oddalające od niebezpieczeństwa, chroniące przed światem, „przed nocą”.
Czy naszej wiary nie uczyniliśmy wieżą? Chroniącą nas przed grzechem, ale i przed „tamtymi” (w domyśle tymi, z którymi nam nie po drodze, którzy nie chcieli nas słuchać). By chronić własną „doskonałość” i się nie skalać (jak faryzeusze w kontakcie z Rzymianami) budujemy sobie swoje wieże. Dziwna wiara, dzięki której czujemy się lepsi niż inni, a nie musimy wchodzić w dialog. Kultura, która zamiast otwartości promuje z pychą i zadęciem własną wyższość. Wreszcie samowystarczalność – zapatrzenie w samych siebie, choć bez Niego (i innych ludzi) nic nie możemy. Przykłady takich wież można mnożyć. Siedzimy sobie w nich i rozkoszujemy się oblężeniem, czując się wyróżnieni, że właśnie nas atakują, bo to rzekomo potwierdza naszą rację.
A może by tak zejść na dół i spróbować zrozumieć, dlaczego ktoś myśli inaczej? Wtedy oblężenie może okazać się piknikiem, w którym też możemy wziąć udział, wejść w wymianę myśli i poglądów. Tylko że to kosztuje, bo a nuż się okaże, że gdzieś nie mieliśmy racji… Jeszcze chronimy wartości, czy już swoje poczucie nieomylności i bycia wybranymi?
Nikt nie może kazać nam przyjmować poglądów innych jako swoich. Jasne, że ze złem się nie dyskutuje. Ale zamknięcie na ludzi to prosta droga do pychy, gdy z niczym nie konfrontujemy własnych przekonań. A to już zło w czystej postaci.

Reply